niedziela, 8 grudnia 2013

a jednak

   A jednak zwyciężyłem. Chemia kontra fizyka. 1:0. Novum kontra konservatum. 1:0. Podstęp kontra męstwo. 1:0. 
   W piwnicy znalazłem mumię myszy. Albo małego szczura, bo trudno mi rozpoznać. A zapoznać się nie da, bo wygląda tak:

   29-go listopada ubiegłego roku opisałem w poście
rozterki związane z polowaniem na myszy, które srały mi w piwnicy i zżerały co popadnie. Po wyschnięciu na wiór sera na druciku pułapki, kilkukrotnym zresztą, poddałem się, nie licząc na to, że legendarne gryzonie uda się spacyfikować. Nie miałem zamiaru tworzyć kolejnej historii rodem z Disneya o gościu żyjącym po to, by dokonać zemsty na biednych istotkach. Choć smród i tysiące gówienek - nie powiem - nie budziły mojej sympatii. Poddałem się i czekałem na rozwój wypadków. Ponieważ, jak na razie, nie mieszkam w piwnicy, nie konfrontowałem się z myszami ani ich śladami zbyt często. Jakoś się nam żyło w tej nieświadomej symbiozie.
   Aż do dziś. Poszedłem po podstawek do donicy, bo żona uparła się, żeby przesadzić kaktusa. Najpierw myślałem, że to jakiś śmieć, ogryzek. A potem, kiedy dostrzegłem maleńkie koraliki kręgosłupa, podkurczone kostki łapek, resztki żebereczek i puste oczodoły - zrozumiałem. Faktycznie - granulat z opcją mumifikacji. Pani w ogrodniczym nie kłamała. Dobrze, że są jeszcze ludzie, którzy mówią prawdę. Szkoda tylko, że trzeba zabijać, żeby się o tym przekonać.
   Czyli, myślę, jakbym tak zjadł całe opakowanie takiego granulatu i położył się w pustym mieszkaniu, to smród nie zaalarmuje sąsiadów. Pomijając kwestię niewymownego cierpienia, które mnie spotka, kiedy będę zdychał zatruty tą trutką, z pękającymi w środku naczyniami krwionośnymi, z zapadniętymi płucami i skręcającymi się kiszkami oraz rozpadającymi się na atomy organami wewnętrznymi - efekt końcowy powinien być dość ciekawy. O ile mój szkielet nie jest jakiś trachnięty. Po kilku miesiącach ktoś znalazłby moje kości, zgarnął do wora, potłukł młotkiem na pył i wysypał do kanału. Albo dodał do karmy dla psów albo świń. Coś im się ode mnie należy.
   Zaoszczędziłbym kilka tysięcy na pochówek. Nikt nie musiałby czuć się zmuszony do sprzątania grobu. No i pogrzeb. Najgłupsze, co może się przytrafić. Jakby co, to nie chcę pogrzebu. Niech nikt nie waży się urządzać mi pogrzebu. O mojej śmierci należy poinformować dopiero, kiedy będę od tygodnia leżał, płynął albo użyźniał. Czerwonym drukiem na żółtej kartce w kształcie serca. Wokół brzegu ma być napisane: "Mam w dupie to, że nie żyję."
Pa.

dobrze nie jest

dobrze nie jest
widzę jak moi znajomi zaczynają zbierać butelki i puszki
do wczoraj wystarczała im renta i godność osobista
za dużo palą za długo żyją

świat poszedł do przodu
mamy więcej chorób biedy i wojen
obrodziło grzechem diabeł zaciera
łapy stawia na człowieka

dobrze nie jest
kury rosną w tydzień a świnie w miesiąc kilkuletnie
dziewczynki dostają miesiączki a ojcowie
czynią z nich kobiety

nic już nie dziwi
chyba że jebniesz dresiarzowi
za plucie w twarz
osobiście nie radzę

nie jest dobrze
i nie liczyłbym na komety ani meteory
tym bardziej planetoidy o pomarszczonych gębach
nic z tych rzeczy

słońce buzuje biegun wywraca
spod lodu wystają owłosione nogi
skąd ta nadzieja że było warto
być człowiekiem

mnie jest wstyd

1 komentarz:

  1. Srawność pióra kontra wyobraźnia- 1:1.

    OdpowiedzUsuń